WIELKA SOBOTA.

Nie udało mi się niestety zgrabnie przebrnąć przez Wielką Sobotę.

Mama moja jest jednak mistrzem w te Wielkanocne klocki. Pamiętam, że zawsze w Wielką Sobotę jak się już zwlekłam z łóżka, to jajka sztuk z 30 minimum, studziły się w ciemnobrązowej wodzie z łupinami cebuli. Łupinki rzecz jasna babcia Chmura zbierała przez cały rok, do szarej torebki, specjalnie na gotowanie tych jajek. Koszyki wiklinowe juz były uszykowane na stole, cztery wykrochmalone stare, serwety, lniane z koronkowym brzegiem i haftem. Baran z ciasta, z czerwoną kokardą i dziurą po patyczku z chorągiewką, miał juz lisko 20 lat i dwa lata temu dopadła go pleśń z tego co zapamiętałam, na co się ucieszyłam, że w końcu zostanie on zmieniony. Jak jajka już wystygły z bratem i tatą zawsze zasiadaliśmy przy stole i zaczynało się malowanie jajek. Służyła nam do tego wykałaczka i ocet. A tacie nożyczki. Zawsze mówiłam, mu, że idzie na łatwiznę, bo ozdabiał jajka we wzorek typu „X” lub „I” wydrapany nozyczkami, kiedy my z bratem dzielnie kropeczka po kropeczce, paseczek i szlaczek po szlaczku wybarwialiśmy octem pisanki. Mama jajek nigdy nie malowała, krzątała się w te i wewte po kuchni, wyliczała na głos, co to trzeba wsadzić do koszyka – kiełbasa prawdziwa ze wsi, jajka, babka pieczona przez babcie Chmure, plus babeczki dla nas malutkie, szyneczka malutka, w sznurkach od rzeźnika, pomarańcza, chrzan z Polonaise w kieliszku od wódki, sól w kieliszku od wódki, baranek cukrowy 20 letni, bukszpan i żonkile.

– Agusiu, czy wszystko macie, czy coś Ci wyprasować do kościoła ?
– Nie mamo, ubieram te stare dżinsy z  dziurą !
– No wiesz co !

To ja zawsze „pakowałam” koszyczki, kluczowe było to, aby kiełbasy nie położyć obok babki:

–  Agusia, mówił tata, kiełbasy nie dawaj obok babki, bo potem jest słodka !

Jedziemy zatem do kościoła, pakujemy się do samochodu zawsze spóźnieni, mama na samym końcu, pędzi mieląc w buzi miętkowy cukierek. Podróż była w tą Wielką Sobotę najbardziej komiczna, przez te kieliszki od wódki z solą. Zawsze kończyło się Wielką Kłótnią, bo w trakcie jazdy sól się zawsze rok w rok wysypywała w koszyku mamy i taty. Rok w rok, jak Boga kocham.

U nas Wielka Sobota w tym roku, potocznie przeze mnie zwana Święceniem Baranka przebiegła ekspresowo, Paweł spędził ten dzień w pracy do 17, serwując rodzinom z dziećmi dania w Restauracji. Nie uwierzycie, ludzie w Wielką Sobotę po kościele, z koszyczkiem idą do Centrum Handlowego, do Restauracji aby zjeść łososia lub stripsy z frytkami.
W Wielki Piątek zamiast piec babkę do 23 dziergałam dla Misi filcowego baranka. Wyszedł prześliczny, mięciutki i puchaty zajął prawie całe miejsce w koszyku. W sobotę większość dnia spędziłam na naturalnhym farbowaniu pisanek, skusiłam się oglądając przepiękne kolorowe jajka na lajfstajlowych blogach. Niestety, poniosłam w tym temacie asolutną klęskę. Pozostanę jednak przy łupinach cebuli…

Wesołych Świąt !

IMG_0316-12

IMG_0318-14

IMG_0300-4

IMG_0291-3

IMG_0338-24

IMG_0333-22

IMG_0354-31

Dodaj komentarz