ROCZNICA ŚLUBU.

 

Nie nie, to nie są lata dziewięćdziesiąte !
To dwa tysiące szesnasty, to ja i Paweł, nasz huczny ślub cywilny ! Jest też Michalina, ale jeszcze w okresie prenatalnym, Oksy nie ma, bo czeka w domu. Dopiewo, 18 grudnia 2016. Zatem dzisiaj obchodzimy drugą rocznicę ślubu. I ktoś by mógł powiedzieć, że co to tam dwa lata, bawełniane jakieś tam czy papierowe gody, to jest nic przy pięćdziesięcioleciu babci mojej i dziadka sprzed 4 lat. A jednak. Beczkę soli żeśmy zjedli, drzewo zasadzili, dom budujemy, Misia zdrowo rośnie z Oksą gorzej, bo z zazdrości sika na nasz ikeowski materac. Nie o takim ślubie zazwyczaj myślałam, o ile w ogóle, to nigdy w tych myślach nie jechałam, a raczej nie pędziłam białym BMW przez wiejskie drogi, przeklinając w duchu, czemu żeśmy wcześniej nie wyjechali na tą wieś, na Boga, czemu nie w Poznaniu ten ślub, dlaczego mam taką a nie inną sukienkę, że nie zrobiłam się na takie bóstwo jak bym chciała, że paznokcie robiłam godzinę dosłownie przed wyjazdem, tym białym BMW. I w ogóle nie myślałam, że do ślubu pojadę w szóstym miesiącu ciąży, niczym wieloryb w lakierowanych szpikach. Niby to nie ołtarz, tylko pokój w Urzędzie Stanu Cywilnego, caluteńki obity miodową boazerią, ale jednak, jest przysięga ! Pamiętam to jak dziś, jak wiązałam białą wstążkę wokół bukietu, bo brzydko mi dół związali sznurkiem w kwiaciarni, jak biegłam do kosmetyczki, bo jeden paznokieć mi się jakoś odcisnął, jak próbowałam ułożyć włosy przez 10 minut, jakbym nie wiedziała że od 29 lat mam taką samą fryzurę, jak wsiadałam do tego BMW i dziękowałam Bogu, że nie musiałam jechać PKP-em na własny ślub, bo wtedy jeszcze nie mieliśmy samochodu.

 

 

Dotarliśmy na miejsce oczywiście spóźnieni, bo przejazd kolejowy w Dopiewie był zamknięty przez dobre 15 minut, prędzej do Urzędu Stanu Cywilnego dojechała moja teściowa, która probowała nas usprawiedliwić jak dzieci w szkole, przed Panią od tego ślubu. Tak się przejęłam, że sama zadzwoniłam, rozżalona, że jedziemy ale, że spóźnieni a Ona na to, że w drodze wyjątku ceremonia się odbędzie, bo po nas nie ma nikogo, że Państwo Młodzi za nami odmówili swoją ceremonię. Noż, co za fart ! W życiu byłam na 3 ślubach cywilnych i stwierdzam, wszystkie wyglądają tak samo, jak na zdjęciu mojej mamy sprzed 3o lat. Boazeria, krzesła, tapicerka i fryzura Pani od Ślubu – kropka w kropkę, więc nie ma się nad czym rozwodzić. Aha, muzyka też taka sama, w każdym zakątku Polski !

 

 

Oczywiście po zaślubinach, morzu łez, kwiatów i życzeń już jako małżeństwo pojechaliśmy na nasze Wiejskie Włości, tym białym pięknym, pożyczonym BMW. Musieliśmy wyglądać trochę dziwnie, tak myślę, jak jacyś Inwestorzy, z Poznania lub Polkowic ale tacy wielopokoleniowi chyba, co chcą wykupić te wszystkie pola kukurydzy w promieniu dwóch kilometrów i to w dodatku w piątek.

 

 

Impreza odbyła się w naszym Miejskim Apartamencie, w gronie najbliższych przyjaciół. Pierwsze co zrobiłam po wejściu do domu, to ściągnęłam suknię ślubną z Zary, rzuciłam w kąt lakierowane szpilki i przebrałam się w dres, dlatego nie ma mnie na żadnym zdjęciu !

 

\

 

 

Dodaj komentarz