jak obejść Trzydziestkę.

Post o trzydziestym roku mojego życia piszę z ponad tygodniowym opóźnieniem, trójka z przodu mi nie leży po prostu jakoś, lepiej mi było z mocną dwójką. Bogu jednak dzięki, że tak rozciągnęło mi się to w czasie i że nie opublikowałam tego lamentu mojego przed urodzinami, bez konkretnej puenty, bo wstyd by mi było teraz niemiłosiernie.

Sytuacja jest jaka jest, okrągłe urodziny mogą być pretekstem do tego aby postawić znak stopu na rozpędzonej autostradzie życia,  po to aby faktycznie się zatrzymać albo jak w moim przypadku roztrzaskać się po prostu o ten znak. Jest też tak, że można w 5 minut chociaż przemyśleć swoje zgryzoty, radości czy inne tam problemy bardziej lub mniej przyziemne, zrobić jakąś analizę zysków, strat, zabrać niespieralnego markera i postawić grubą kreskę albo najlepiej wiadro czarnej farby i zalać niepotrzebne zakamarki swojego istnienia. Do tych czynności podeszłam jednak bardzo ostrożnie, poświęciłam w poniedziałek ( w środę miałam urodziny) na przemyślenie dosłownie minutę, co by nie popaść histerię i na dobre nie przekreślić całego swojego JA przed środą. Czułam presję, bo w ferworze ostatnich wydarzeń, które ciągną się za mną jak smród po gaciach, straciłam po prostu zapał, serce i w ogóle resztki jakiegoś optymizmu, czy pochodnych chociaż dobrego nastroju, pogody ducha jakiejś. Nic nie zorganizowałam, nie ustaliłam, nie zanotowałam, nie zaplanowałam, nie chciałam nawet o tym myśleć, nie zaprosiłam nikogo na wódkę, na piccę czy densing. NIC. Ja, niegdysiejsza Królowa Parkietu i Nocy czekająca na sobotę. Naprędce dla Pawła wymyśliłam listę musthave moich prezentów urodzinowych, czyli czarną biodrówkę z Zary, wywąchane gdzieś po drodze na kimś perfumy Molecule i portfel, bo nie mam. To znaczy mam, ale po byłym narzeczonym i nie wypada już z obecnym mężem, ojcem mojego dziecka paradować z takim portfelem, wystarczy że psa mamy z poprzedniego związku. Już we wtorek wieczorem zaczęłam świętowanie, cała spryskana nowymi perfumami popijałam piwo z sokiem i oglądałam końcówkę Milionerów. W pracy, w środę dokładnie, przy głośnym sto lat otrzymałam czarna biodrówkę z Zary, hicior sezonu serio, byłam bardzo ciekawa czy zapnę się w pasie, bo pasek wydawał się naprawdę krótki, if you know what i mean :E Było mi bardzo miło i niezręcznie zarazem, myślałam, czy starczy dla każdego ciasta, które rano zakupiłam cukierni i ile osób się musiało złożyć na ten upominek dla mnie i że ja nie zawsze się składam na upominki dla innych, (i nie że nie chcę, ale czasami nie mam drobnych lub zapomnę zrobić przelew, albo po prostu inne coś) i w ogóle już lawina, potok nic nie wnoszących do sytuacji myśli kłębiło mi się w głowie, twarz miałam zlaną purpurą, tak, że będąc w sukience koloru fuksji po prostu nie widać było mojej głowy. No to po urodzinach – myślę, nie jest tak źle, zajadłam zgryzoty ciastem, zapiłam kawą, wieczorem zamierzałam się sponiewierać w domu przy finale Agenta, popijając szampana i przegryzając włoskie przekąski z mężem. Przed tym oczywiście chciałam pojechać na działkę jednak polamentować na fundamentach, jak to życie mnie jednak oszukało z tym moim nieszczęsnym domem, jak mam mało czasu na szycie, na życie, że nic mi nie wychodzi, jaka to nie jestem biedna i w ogóle wymęczona życiem, trochę jakaś taka zaniedbana i zwichrowana.
Jedziemy zatem wylewać łzy, odstawiać ten teatr na betonie w podpoznańskiej wsi, zapraszam, wstęp wolny. Gapię się w szybę po drodze, rzepak pięknie kwitnie, biję się z myślami, może by chociaż jedno postanowienie sobie, jakiś wyzwanie wymyślić – na nic. Moje wyzwanie sprzed dwóch lat woła aktualnie o picie i siku w foteliku na tylnym siedzeniu, więc ostatecznie dałam sobie spokój. Każdy dzień to przecież cud, wyzwanie i w ogóle, jutro się zmienię, dzisiaj mi się nie chce.

Jedziemy po krętej dróżce, kukurydza już zaczyna kiełkować, w mojej głowie kiełkuje pytanie czy aby na pewno ta działka była najlepsza i jak będziemy zimą jeździć po tych dziurach, czy gmina zasypie te ubytki żwirem, a w ogóle to fajnie jakby zrobili tutaj beton i kanalizację.

– Ale samochodów – mówię do Pawła nieobecna a raczej obecna w zimie w samochodzie, który nie chce wyjechać z zaspy.

– może Eliza z Arturem robią parapetówkę – mówi Powaserek.

– No, może, ale fajnie !

Jeden Pan Bóg tylko wie, co poczułam jak się okazało, że te samochody niby z parapetówki sąsiadów, to moja garstka, liczba jednocyfrowa moich najbliższych znajomych, przyjaciół stojących na mojej opłakanej ziemi. Wysiadają jeden po drugim, jak sardynki z puszki, matki i ojcowie, dzieci i nawet pies. Jak jeden mąż wykrzykują sto lat i idą w moją stronę po tych wertepach z kwiatami i tortem. Jak nigdy nie płaczę, albo bardzo rzadko, czasem nawet bym chciała a nie mogę łzy uronić na ten swój nieszczęsny los, zryczałam się jak dziecko wysiadając z samochodu. Łzy ciekną mi po policzkach, nie wiem co mam robić, co mówić, jest mi potwornie chyba wstyd. Że zaniedbałam siebie, to swoje święto, że zaniedbałam tych ludzi, którym w środku tygodnia, chciało się przyjechać na tą moją wiochę, żeby pożyczyć mi wszystkiego najlepszego, zdrowia, zakończenia budowy i w ogóle szczęścia. Ktoś pomyślał nawet, żeby kupić Grolscha z zatyczką jak od lemoniady, co by wystrzelił jak szampan, bo szampana nie lubię, że był nawet torcik, kwiaty, serwetki urodzinowe i kartka z podpisami. Popijam zatem piwo, zapaliłabym jeszcze fajkę ale nie umiem i opłakuję fundamenty, ale opłakuję je ze szczęścia, ganię się w myślach za te moje lamenty, że nie dość, że kiepsko to jeszcze o sobie tylko nieustannie myślę. W międzyczasie oprowadzam gości po domu, proponuję aby usiedli w salonie, zapraszam do pracowni, do kuchni, a tutaj jest pokój Misi, tu garderoba a tam będzie polowa kuchnia. Umiarkowane poczucie mojej wartości dzięki tej niespodziance wzrosło kilkukrotnie, i nie mówię tutaj o samozachwycie czy samouwielbieniu. Nie. Moją wartość, o której nie ukrywam trochę zapomniałam w ostatnim czasie, mnie samej pokazali w tym dniu właśnie Oni. Oprócz zatem perfum, torebki z Zary i pieniędzy na portfel na trzydzieste urodziny dostałam porządny strzał w pysk i bezpieczne 100 punktów do zajebistości.

Dzięki !

 

Dodaj komentarz