Działka – poszukiwania.

Budujemy się ! Fajnie, tylko nie wiemy gdzie.

Problemem Wielkich Miast jest to, że są duże, czasami tramwajem można jechać przez 40 minut do pracy w jedną stronę, plus przejść jeszcze 12 minut pieszo. Działka na obrzeżach lub w bliskim sąsiedztwie aglomeracji = jakieś drugie pół miliona inwestycji + dość spore zagęszczenie ludności w sąsiedztwie. Nie tego szukamy. Interesuje nas zabita dechami wiocha. No to dalej. Poszukiwania rozpoczęliśmy oczywiście w Internetach. Tato, naprawdę, teraz nie ma już takich czasów, że idziesz do sąsiada obok, pytasz czy nie ma ziemi na sprzedaż, a on mówi, że akurat ma i to za bezcen, i że możesz przyjść wieczorem z hajsem podpisać umowę i to bez pośrednika.

Korki w Wielkich Miastach w godzinach szczytu może nie tyle, że wyprowadzają człowieka z równowagi, co są bezsensowną stratą cennego czasu. Czasami lepiej wyjść z samochodu i zacząć się po prostu czołgać do domu – będzie na pewno szybciej.

znaczek_2

Ostatnią próbą przejechania przez miasto w porze szczytu była wyprawa na nasz Ślub Cywilny, na który po prostu się zwyczajnie spóźniliśmy. A trzeba było jechać kolejką. Za panny zachodziłam w głowę, jak jeszcze nie posiadaliśmy własnego środka lokomocji, że będę musiała jechać do ślubu PeKaPem. Śniło mi się to po nocach, niby to było śmieszne, ale martwiłam się jednak, jak ja w tych szpilkach, po tych schodach na metr wysokich, w tej białej sukience, w tym tłoku…na tą wieś gdzie się zapisaliśmy na ten ślub, bo w Wielkim Mieście nie było terminu. I z tymi gośćmi…z psem. Zlitowały się nade mną Przyjaciółki rodem z Polsatu i zorganizowały mi białe BMW za milion dolców od jakiegoś znajomego i to był właśnie ten korkowy, najdłuższy w naszym życiu przejazd tak luksusową bryką. Dodam tylko, że kolejka jedzie tam na tą wieś gdzie był Ślub Cywilny tylko 12 minut.

znaczek_2

Zdecydowaliśmy, że połączenie kolejowe będzie najważniejszym kryterium naszych poszukiwań. To trochę zmniejszyło liczbę miejscowości, a tym samym wyszukiwanych ofert. Mimo wszystko było ich zbyt dużo, przez 2 miesiące dzień w dzień szukaliśmy tej jedynej działki. Doszło do tego, że kilka razy zadzwoniliśmy w to samo miejsce. W końcu już trochę zmęczeni poszukiwaniami igły w stogu siana wytypowaliśmy 5 najbardziej atrakcyjnych cenowo
i lokalizacyjnie działek. Szybkie wizyty poglądowe, czyli oczekiwania kontra rzeczywistość w temacie działkowym – 800m do stacji w rzeczywistości to 800m w linii prostej co w praktyce daje 1600m chodnikiem, który jest w planach, ale nie wiadomo kiedy. Słup na środku działki to w sumie nie problem, można go przecież przesunąć za jakieś jedyne 20-25 tysięcy (jeśli się Bóg zgodzi). Najbardziej podobała nam się działka, na którą przyjechaliśmy przed pośrednikiem. Wyglądała naprawdę fajnie, duża, ładna, blisko stacji. Niestety jak się okazało, nie była to jedna działka, a dwie (?). Wodę i prąd sobie podciągniecie – jakieś 60 metrów, to Paweł przecież wykopie raz dwa.

Woda i prąd, gaz i kanalizacja – woda i prąd to absolutne minimum przy wyborze gruntu. Brak gazu i kanalizacji uznaliśmy za małą niedogodność, tym bardziej, że wartość działki z tymi mediami znacznie wzrasta. Zamiast gazu wystarczy ekogroszek, a kanalizę można zastąpić przydomową oczyszczalnią.
Kolejną ważną rzeczą dla nas była wielkość i kształt działki – dom w konstrukcji drewnianej (w rozumieniu PPOŻ konstrukcji łatwopalnej) musi znajdować się minimum 6m od granicy działki, 12m od jakiejkolwiek zabudowy,  nie mówiąc o lesie, bo w tym przypadku jest to nawet 25m.
Akcja była też o tyle e skomplikowana, że w zamyśle nasz dom będzie parterowy co oznacza, że front będzie dość długi. Przykładowo, byliśmy na działce, której front miał 18m szerokości, po obu stronach stały domy w odległości 3m od granicy działki. Wybudowanie się zatem w takiej lokalizacji byłoby po prostu niemożliwe.

Ostatnia działka na naszej mapie skarbów w momencie jej eksplorowania była gwoździem programu – przyjechaliśmy na pole kukurydzy i w krzakach po pas próbowaliśmy dojrzeć jakikolwiek sensowny podział gruntu. Ciężko nam było ogarnąć przestrzeń „odtąd dotąd, tam od tego słupka do tego krzaka co tam stoi obok drzewka, o tam”. Pośrednik chyba też nie ogarniał za bardzo przestrzeni, z pomocą przyszedł właściciel. Pi razy drzwi pokazał nam te granice, pomogła trochę w wizualizacji nasza wspaniała sąsiadka Milena. Zrobiłam dobrą minę do złej gry, dziękujemy, zastanowimy się, oddzwonimy, dobranoc ! W drodze powrotnej wyklinałam na czym świat stoi wszystkie działki świata, za to, że są takie drogie, za małe, za wąskie, źle wytyczone i Bóg jeden wie co jeszcze.

PODSUMOWUJĄC
Pole kukurydzy jak się później okazało z mapy podziału wygrało wszystko.
Dość spory metraż, 1140m2 (w porównaniu do standardowych okolicznych działek, które miały max. 850m2), cena początkowa za m2 160zł,
kształt prawie idealny – bo prawie kwadrat, sąsiadów wybudowanych: brak.
Woda w drodze a prąd na samej działce.
Stacja PKP prawie pod nosem, 11 minut kolejką do Centrum Wielkiego Miasta.

Gaz i kanalizę odpuściliśmy, damy radę.

Negocjacje ceny przebiegły pomyślnie, kupujemy !

***

Dodaj komentarz