Cud na Wartą.

Dostaliśmy tą odmowę ze Starostwa.
Obowiązek załatwienia tej sprawy spadł na mnie, bo to wtorek 8 rano, Paweł w pracy a ja na macierzyńskim to mam przecież wolne (serio ?). Nie byłam zachwycona, tym faktem, gdyż cokolwiek bym nie szła załatwić to albo pójdę nie tam gdzie trzeba, albo będzie zamknięte, albo będzie remont.
I w ogóle nie mam odpowiedniej energii do załatwiania takich spraw – błyskawicznie się denerwuję, jestem roszczeniowa, zadaję zawsze za dużo pytań i niestety wracam z kwitkiem. Tym razem było podobnie. W Starostwie odbieram bilecik wchodzę do gabinetu, gdzie siedzą 4 przemiłe Panie i pytają, w jakiej sprawie, no to ja tłumaczę, że dzwoniłam w piątek i Pani kazała mi przyjść po odbiór papierów, ale jakich papierów ? No takich, że buduje dom, ale są jakieś uzupełnienia i że mam dzisiaj odebrać. A Pani mówi, że proszę Panią ale to nie tutaj, że do Pani Inżynier ja się muszę zgłosić ale ona dopiero od 11 przyjmuje, ale ona zadzwoni tam i zapyta. Po chwili przyszła Pani Inżynier, jak się okazało, na żywo była bardzo miła (bo przez telefon niekoniecznie)
i mówię znowu, że rozmawiałyśmy i że po te papiery.
A ona, czy mam upoważnienie od męża bo to on jest wnioskodawcą.

!@#$%^

Słucham ? Pytam najmilej jak potrafię, uśmiecham się szeroko i tłumaczę, że to my jesteśmy inwestorami, to nasza działka, nasz dom, nasze życie i ślub i w ogóle, więc o co chodzi ?! No, że na wniosku o pozwolenie widnieje tylko Pan Paweł i tylko on może uzyskać informacje o tych brakujących dokumentach chyba, że mam upoważnienie od męża to wtedy. Chrystę mówie, przecież mąż pracuje, nie może wyjść (może, ale skłamałam bo nam się spieszy) i co teraz !? A Pani Inżynier mi wzrokowo wyjaśniła, że mam iść do domu po kartkę z Upoważnieniem i sama się Upoważnić. I wrócić.
Tak też zrobiłam. Po drodze odebrałam polecony o dziwo ze Starostwa, w którym było napisane wszystko pięknie ładnie w punktach, to czego nie chciała mi zdradzić Pani Inżynier. Ha ! 1:0 dla mnie myślę.
Nawiasem mówiąc, nie wiem jak załatwia się takie sprawy urzędowe gdy oboje inwestorów pracuje od 9-17 ?
Chyba trzeba poświęcić cały urlop wypoczynkowy, żeby cokolwiek załatwić.

Dla zainteresowanych – dlaczego nam odmówili tą budowę, 

  1.  Na stronie tytułowej projektu budowlanego należy zamieścić dane zgodne z jakimś tam punktem.
    Trzeba dopisać w ramce na pierwszej stronie: Kat. I w sensie architekt musi, bo się przepis zapisu zmienił 2 tygodnie temu. Serio.
  2. Doprecyzować objętą wnioskiem wewnętrzną linię zasilania, stosownie do wniosku przedłożyć 4 egz. dokumentacji sporządzonej przez projektanta posiadającego odpowiednie uprawnienia.
    WTF ? Tego punktu baliśmy się najbardziej  – niepotrzebnie, bo jak się okazało coś pomyliliśmy we wniosku i nawet Pani Inżynier nie za bardzo wiedziała po co nam wewnętrzna linia zasilania i trzeba było po prostu to wykreślić.
  3. Przedłożyć służebność poprzez działki X Y Z.
    To dość istotny podpunkt – pokazuje bowiem jaki bałagan ma Starostwo w papierach i to, że rozpatrujący wnioski nie przeglądają dodanych załączników – np. Aktu Notarialnego w którym służebność jest jak byk, po dwa wyszło przy okazji na jaw, że żadne upoważnienie nie jest wymagane, bo w dokumentacji figurujemy razem jako inwestorzy, ale ktoś to po prostu przeoczył. Słabe, ale ok.
  4. Brak uzgodnień z Powiatowym Konserwatorem Zabytków na prowadzenie prac ziemnych – pkt 5 decyzji o warunkach zabudowy.
    To jest najgorszy jak się okazało punkcik.
    Pamiętacie, jak pisaliśmy o tym, że mamy dinozaury na działce ? Otóż, informujemy, że jeśli macie taki zapis i nawet już macie archeologa, który Wam wykopie te skarby, to ten archeolog musi mieć na to pozwolenie, które musicie załatwić Wy. Zanim archeolog zacznie jakiekolwiek wykopki musi mieć pozwolenie, które składa się u Powiatowego Konserwatora Zabytków. Na takie pozwolenie czeka się standardowo 30 dni. Od Starostwa dostaliśmy 7 dni (łącznie z sobotą i niedzielą co daje 5 dni roboczych) na uzyskanie tego dokumentu. W przeciwnym razie nie dostaniemy pozwolenia na budowę czegokolwiek i całe procedury będziemy musieli zaczynać od nowa. Zmieniliśmy od razu Archeologa, który nie poinformował nas o tym wcześniej na Panią Archeolog, która w ciągu półtorej godziny przyjachała do nas do domu z kompletem załączników niezbędnych do złożenia u tego Konserwatora. (jeśli ktoś szuka skutecznego Archeologa zapraszamy do kontaktu, podamy namiary). Zaraz na drugi dzień z rana poszłam złożyć wniosek, jednak rozpatrzenie go w ciągu 5 dni roboczych graniczy z cudem. Ubłagałam dosłownie Panią za Biurkiem o to, aby wydała nam to pozwolenie do kolejnego wtorku, bo szlag trafi całą tą naszą Drewnianą Chatkę ! Pani pokazała mi stosik takich podań jak moje, uśmiechnęła się i powiedziała, że mam się nie martwić i przyjść we wtorek.   

***

Czekamy zatem na cud, aby dostać pozwolenie od Powiatowego Konserwatora Zabytków na wykopaliska.
Pomijam fakt, że akurat na naszej działce znajduje się najwięcej stanowisk archeologicznych, bo Pani mi pokazała u tego Konserwatora. Na 6 działek, na naszej jest najwięcej zakreskowanego obszaru. W sumie tak się zastanawialiśmy z Pawłem, że jak coś wykopią na tym naszym kawałku ziemi, to przecież nawet fajnie, że będziemy mogli zaprowadzić za 10 lat Małą M. do Muzeum, pokazać glinainy czy tam metalowy garnek, ogon dinozaura, czy monete, którą kiedyś wykopano u nas na działce ! Aha. Dzień pracy takiego Archeologa kosztuje jakieś 1000zł w razie jak wykopie już ten skarb.
Jednak fejm w Muzeum jest BEZCENNY.

Dodaj komentarz