MAMY POZWOLENIE NA BUDOWĘ DOMU

Żeby nie przynudzać, bo sami jesteśmy znudzeni już tym tematem – mamy to. To znaczy pozwolenie na budowę budynku jednorodzinnego mieszkalnego oraz zbiornika bezodpływowego. Decyzja uprawomocni się co prawda dopiero w okolicach 15 listopada o ile żaden z sąsiadów nie wniesie sprzeciwu (bez komentarza).
W kolejnym tygodniu będzie też dziennik budowy i takie tam inne rzeczy. Do połowy listopada nie dzieje się nic zatem oprócz wizyty Pani Archeolog, która będzie szukać skarbów. Przed nami zamówienie Pana Koparkowego, podłączenie prądu, wody, zorganizowanie TOI TOIA dle ekipy fundamentowej oraz wybudowanie szopki socjalnej, czyli naszego wymarzonego amerykańskiego SZEDA !

Najpierw padł pomysł, że ekipa Pana Stasia zbuduje nam taki mini domek na narzędzia za drobną opłatą oczywiście. Niestety wydatków namnożyło się blisko liczby czterocyfrowej w listopadzie i rozważamy wybudowanie Szeda na własną rękę. Obawiamy się co prawda efektu Expected vs Reality, ale chyba podejmiemy się tego zadania. Sporządzimy analize kosztów i strat, np. straty własnego czasu na nauke obługiwania wyżynarki czy tam zbijania konstrukcji, która ma posłużyć kilka lat.
Zobaczymy w każdym razie.

Co nas niepokoi ? 

Do tej pory w ciepełku, na trzecim pięterku z Małą M. i Oksą przy kawie i ciasteczku narzekaliśmy: o losie ile jeszcze to pozwolenie na tą budowę, o Chryste już by to Starostwo dało ten papier, o jak mnie wkurzają te schody i to, że psa trzeba wyprowadzać, kiedy w końcu otworzymy okno na ogródek i Rudzielec sam się wyprowadzi ?! Od tej pory sytuacja nieco nabierze tempa, bo okienko na ogródek trzeba wybrać – jaki kolor ? A jaki kolor elewacji ? A jaki kolor dachu ? A podłoga w kuchni, a kuchnia ? A jakie szafki ? A klamki do szafek ?! O nie, a klamka do drzwi wejściowych ?

Co do klamki – to klamka już zapadła.
Czeka nas ogrom decyzji, które nie ukrywamy trochę już pozostaną z nami na dobre i na złe (np. ten dach czy kolor elewacji). Pojechaliśmy dzisiaj do naszego nowo otwartego centrum handlowego (miód malina ! w oczach same dolary !), zaszliśmy do Liroj Merlin tak sobie pooglądać te gadżety właśnie. Od klamek, przez kontakty, bidety, deski sedesowe, deszczownice, zlewy, płytki, dywany i żyrandole. Do ogrodu nie doszliśmy. Wymyślone pieniądze i pomysły nam się skończyły 🙂

Dla zainteresowanych w tematach urzędowych:

W maju podczas rozpoczęcia pracy z architektem założyliśmy, że czas w jakim uzyskamy pozwolenie na budowę ( tzw. zgłoszenie chęci wybudowania domu) nie przekroczy 30 dni. Mamy listopad, na pozwolenie czekaliśmy dokładnie 56 dni. Tak odliczaliśmy każdy dzień. Poza tym będę musiała przejść na abonament z darmowymi połączeniami na stacjonarne. Dobra rada dla osób planujących budowę – załóżcie sobie naprawdę spory margines czasu – wszystko razy dwa. Takie gadanie było rzeczą jaka najbardziej nas wkurzała w maju – wszyscy już wybudowani znajomi w kółko klepali o czasie i pieniądzach. Tak tak – mówimy, no jasne, u nas będzie na pewno lepiej – myślimy 🙂 Nie będzie, wszystkie przypadki są tak samo beznadziejne, chyba że macie znajomą znajomego w Starostwie, czy w Gminie czy gdziekolwiek tam jeszcze.

Aha. Na początku listopada jedziemy na zrąb. To będzie dopiero…

Dodaj komentarz