Robótki ręczne.

***

Fajnie pozamykać przed Nowym Rokiem stare sprawki, zrobić miejsce na nowe, inne lepsze jakieś, nie udało mi się to niestety w żadnej z życiowych kategorii, jak stałam w podartych czarnych rajstopach na Wigilii tak stoję dalej i pcham się z tobołami w Nowy Rok, z bagażu wystaje mi czerwona włóczka, karminowy kolor mojej nowej pasji, a mianowicie robótek na drutach, które pokochałam całym sercem, niestety bez wzajemności. Od kiedy teściowa pokazała mi jak zgrabnie dziergać prawe i lewe oczka z uporem maniaka próbuje od 3 miesięcy już dobrych dojść do perfekcji w tej dziedzinie, niestety z marnym skutkiem. To ten rodzaj umiejętności, którego nigdy do perfekcji nie opanuję jak gry na gitarze czy gotowania….

***

Zaczęłam bardzo niepozornie, od zwykłych drutów i najtańszej akrylowej włóczki z domieszką moheru, chciałam zrobić dla Michaliny piękną puchatkę z pomponem na zimę. Męczyłam teściową cały Boży dzień z tymi drutami, najpierw nawlekanie na druty, oczko prawe, oczko lewe, pomiar ile oczek trzeba na obwód głowy, prucie, żeby nabrać odpowiednią ilośc. Pruje, nabieram – zapomniałam, jak się nabiera, przypomniałam sobie nabieranie, zapomniałam jak się bierze oczko prawe czy z góry czy z dołu, czy z boku, oczko lewe, przerobiłam jeden rząd, drugi trzeci. Nijak to nie wygląda jeden wielki kołtun, co to ma być, gdzie ta czapka ja się pytam w duchu. Patrze błąd – trzy lewe, zamiast dwóch, na środku samym, na Miłość Boską, muszę spruć, to ma być idealna czapka, tu nie ma miejsca na pomyłki. Pruję, nabieram i zapominam jak się nabiera…Tak mi zeszły chyba ze trzy dni, zanim zrobiłam tyle czapki:

***

***

Teściowa pojechała do domu, a ja sama zostałam z tymi drutami i dzielnie dziergałam przy Wspólnej oczko po oczku, w takim skupieniu tą czapkę, że nic nie wiem, co się w serialu podziało, prawe lewe, prawe, lewe, prawe lewe i nagle dziura na samym środku. Najprawdopodobniej zerknęłam jedna skuszona jakimś wątkiem na telewizor w kierunku Wspólnej i straciłam kontrolę nad oczkami, a że teściowa znajduje się dobre 3 godziny jazdy samochodem od miejsca mojego nieudolnego dziergania robotę musiałam odłożyć do czasu, aż naprawi mi to co popsułam…Udało mi się stworzyć takie oto dzieło dla Michaliny, wybrałam jednak zbyt cienką włóczkę, pomimo, że puchata i wydaje się gruba, czapka jest bardzo przewiewna, wedle mojej opinii nie kłuje w końcu to jakiejś wątpliwej jakości akryl z 3% moheru, Michalina uważa jednak inaczej, upiera się, że czapka ją boli. Tak czy siak, tak mi się spodobało to drutowanie, że zabrałam się za identyczny egzemplarz dla siebie, w ramach treningu przez kolejnymi realizacjami, przed wejściem na druciane K2, czyli kocyk z wrabianą literką. Aha, moja czapka jest na mnie za duża o dobre dwadzieścia oczek, trudno, może jeszcze urośnie mi głowa ?

***

***

Moje umiejętności po dwóch robótkach zostały tak wysoko ocenione przez teściową, że poleciła mi zakupienie drutów z żyłką, na kolejną realizację, tym razem karminowej grubej czapy, bez której nie wyjdę w karmelowym futrze z Zary. Obawiam się, że futro przeleży tak kolejne lata, bo robótki na drutach z żyłką to dla mnie kara. Kara za wszystko, co w życiu zrobiłam źle lub jeszcze zrobię, przerabiam wszystkie swoje błędy i trudne sprawy oczko po oczku na tej żyłce, co widać doskonale w strukturze czapki, koślawe oczka jeden po drugim, znajdzie się też jakaś dziura, którą zgrabnie załatam mosieżną przypinką z Aliexpressu, dzisiaj w każdym razie kończę tą czerwoną farsę, tylko po to, by zdążyć do marca z kocykiem z wrabianą literką ! 

***

 

 

Dodaj komentarz